Strona korzysta z plików cookies aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Możesz zablokować te pliki zmieniając ustawienia przeglądarki. Brak blokady oznacza zgodę się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Więcej informacji w naszej polityce prywatności.  Zamknij komunikat
logo_lrnp.jpg

Kontakt z pacjentami buduje zaufanie

2014-02-10
 | Autor: Redaktor
Rozmowa z Tomaszem Bałysem, specjalistą medycyny rodzinnej, członkiem zespołu interdyscyplinarnego w gminie Wólka (woj. lubelskie)

Czy często spotyka się Pan w praktyce lekarskiej z pacjentkami lub pacjentami doświadczającymi przemocy?

Od czasu do czasu pojawiają się takie przypadki. Przed trzema tygodniami zgłosiła się do mnie kobieta, wykształcona, wydawałoby się – z rodziny niepatologicznej. Okazało się, że mąż ją pobił, już trzeci raz, i ona tego tak nie może zostawić. Spytała, czy nie mógłbym wypisać jakiegoś zaświadczenia i co ona ma w ogóle teraz zrobić. Wypełniłem więc historię choroby, dałem jej zaświadczenie i wyjaśniłem, jakie ma możliwości.

Czyli oprócz zaświadczenia poinformował Pan pacjentkę, jakie prawa jej przysługują i gdzie może szukać wsparcia?

Tak. Powiedziałem też, że wystawiam zaświadczenie, na podstawie którego będzie można wszcząć postępowanie. Opisałem w zaświadczeniu rodzaje obrażeń, jakich doznała. Ona o tym powiedziała mężowi. Są nadal razem, nie chciała się mimo to rozstawać.

Spotykałem się także z przypadkami przemocy trwającej dłuższy czas. Kobiety z tych rodzin nic nie robiły, nigdzie się nie zgłaszały. Gdy w czasie wizyty w gabinecie wszystko się wydało, kończyło się to rozwodem. Było to przysłowiową kropką nad „i” w stosunku do osoby dopuszczającej się przemocy.

A czy zdarzało się, że przychodził do Pana pacjent i sygnalizował problem przemocy, ale nie wprost, i musiał Pan go dopytywać, bo obrażenia świadczyły o tym, że doświadcza przemocy?

Osoby, które do mnie przychodziły, były zdecydowane o tym mówić. Oczywiście samo rozpoczęcie rozmowy było dla nich krępujące, ale zawsze staram się ośmielać pacjentów. Długofalowy kontakt z pacjentami buduje zaufanie, a dzięki temu są oni bardziej skłonni zwierzyć się z problemów.

Niemniej jednak  takie przypadki, gdy widać siniaki, a mimo to pacjent boi się powiedzieć, co się stało, na pewno się zdarzają. To w dużej mierze zależy od tego, w jakim środowisku lekarz ma swoją praktykę. Posiadam dwie przychodnie. Jedną na osiedlu, w którym mieszkają głównie młode małżeństwa z dziećmi, i tutaj jest mniej tych przypadków. Natomiast drugą przychodnię mam na wsi  i tam zjawisko przemocy w rodzinie zdarza się znacznie częściej. W większości przypadków towarzyszy temu jeszcze inny problem w rodzinie, głównie choroba alkoholowa.

A czy nie boi się Pan zaczynać rozmowy o przemocy z pacjentem ze środowiska, w którym wszyscy się znają? Istnieje przecież ryzyko, że sprawca przemocy również może być Pana pacjentem.

Nie. Często pacjentka doświadczająca przemocy mówi, że jej mąż jest moim pacjentem, i pyta, co będzie, jak on do mnie przyjdzie. Wtedy wyjaśniam, że to głównie od niej zależy, co będzie dalej się działo. Ja tylko mogę przedstawić wszystkie możliwe rozwiązania tej sytuacji, ale ostateczna decyzja należy do niej.

Miałem taki przypadek, gdzie pacjentka poprosiła mnie, żebym porozmawiał z jej mężem, który ją pobił. Zanotowałem w historii choroby męża, żeby o tym porozmawiać i przy najbliższej wizycie zrobiłem to. Mężczyzna się zmieszał i szybko wyszedł z gabinetu.

Takie sytuacje jednak mnie nie krępują. Staram się pomóc i nie uważam, że to jest coś złego.

A czy z Pana punktu widzenia obowiązki, które nakłada na lekarzy ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, są uciążliwe? Ile czasu zajmuje np. wypisanie zaświadczenia o przyczynach i rodzaju uszkodzeń ciała związanych z użyciem przemocy ?

Wypisanie zaświadczenia trwa ok. 10 minut. Nie jest to uciążliwe. W czasie wizyt w poradni wypisuje się niekiedy dużo dłuższe i bardziej skomplikowane zaświadczenia. Wypisanie zaświadczenia polega na opisaniu sytuacji, podaniu danych pacjenta, swoich danych, godziny oraz dnia. I tyle, nic więcej. Zaświadczenie jest krótkie i proste. Dużo więcej czasu zajmuje wypisanie zwykłego skierowania do sanatorium, czy wniosku o rentę N9.

Ale takie argumenty się pojawiają…

Moim zdaniem to absolutnie nieprawda. Wypisanie zaświadczenie nie zajmuje dużo czasu.

Dlaczego zatem według Pana tak rzadko lekarze przejawiają takie zachowanie jak Pan? Z badań PARPA dotyczących procedury „Niebieskiej Karty” wynika, że bardzo rzadko lekarze poczuwają się do wypełniania obowiązków nałożonych na nich przez ustawę.

Zdaję sobie z tego sprawę i moim zdaniem jest kilka powodów.

Po pierwsze potrzebna jest tu pewna odwaga cywilna. Część lekarzy boi się, że później zostaną wezwani na świadków, będą ciągani po sądach.  Na to nie ma czasu w codziennej praktyce lekarskiej, choć zdarzyło mi się zeznawać w sądzie w takiej sprawie i mogę powiedzieć, że nie trwa to długo. Przyszedłem na konkretną godzinę i nie byłem więcej wzywany. Nie jest to więc uciążliwe. Ludzie kojarzą sądy z niekończącymi się procesami i może stąd mają uprzedzenia.

Innym powodem niepodejmowania działań przez lekarzy jest moim zdaniem kwestia wychowania. Codziennie, od 20 lat, przyjmuję średnio od 40 do 60 pacjentów dziennie i to mi daje pewien obraz społeczeństwa. Widzę, że pewne cechy charakteru są niezależne od tego, jaki ktoś wykonuje zawód. Jeżeli ktoś w dzieciństwie wychowywany był zgodnie z zasadą by się „nie wychylać, bo może mieć kłopoty”, to takie ukształtowanie przekłada się na jego pracę. Z drugiej strony znamy przecież lekarzy, którzy poszliby w ogień za pacjentem, bez względu na konsekwencje. Takie zróżnicowanie postępowania widać nie tylko w środowisku lekarskim, ale też w innych zawodach. Są to więc cechy związane raczej z osobowością danego człowieka, chociaż zawód ten powinien zobowiązywać do aktywnych działań w przypadku odkrycia problemu w rodzinie.

Czyli brakuje odwagi, wrażliwości, empatii?

Tak, odwagi cywilnej, empatii, a często i asertywności. Moim zdaniem brakuje szkoleń dla lekarzy z asertywności. Lekarz musi umieć powiedzieć „nie”, musi umieć przeforsować własne zdanie w taki sposób, żeby druga osoba nie poczuła się zagrożona i żeby móc podjąć później odpowiednie działania.

Chodzi o to, żeby nie spłoszyć?

Bardziej o to, żeby umieć porozmawiać rzeczowo, żeby pacjent nie uciekł w agresję.  Za mało takiej wiedzy przekazuje się na studiach i brakuje odpowiednich kursów dla lekarzy.

A czy brakuje też edukacji prawnej? Czy lekarze znają zapisy ustawy? Czy wiedzą, jak powinno wyglądać zaświadczenie? Bo wydaje mi się, że w tym przypadku brakuje kompetencji.

To prawda. Moim głównym źródłem informacji na ten temat był Urząd Gminy, w którym został utworzony zespół interdyscyplinarny, a ja wszedłem w jego skład. Według mnie duża część lekarzy nie wie, że istnieje wzór zaświadczenia o przyczynach i rodzaju uszkodzeń ciała związanych z użyciem przemocy, określony w rozporządzeniu Ministra Zdrowia. Tymczasem samo rozporządzenie jest krótkie. Zwłaszcza teraz, gdy dostęp do internetu  jest powszechny, można takie zaświadczenie wydrukować w przychodni.

Jak wygląda Pana współpraca z pracownikami socjalnymi i innymi członkami zespołu interdyscyplinarnego?

Są sprawy, które wpływają do zespołu interdyscyplinarnego ze strony pracowników socjalnych. Oni odwiedzają na terenie gminy środowiska, w których mogą mieć miejsce różnego rodzaju problemy. Monitorują te miejsca i gdy potrzebna jest interwencja lekarska, sygnalizują to. W takich sytuacjach udaje się tam lekarz albo pielęgniarka środowiskowa.

Obecnie bardzo dobrze to u nas funkcjonuje. W tej chwili mamy młodego wójta, prężnie działającego, i trzeba przyznać, że mocno pobudził aktywność mieszkańców gminy.

Z tego, co Pan mówi, wynika, że członkostwo w zespole interdyscyplinarnym nie wiąże się z wieloma uciążliwościami.

Nie, nie wiąże się. Proszę innych lekarzy: spróbujcie!