Strona korzysta z plików cookies aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Możesz zablokować te pliki zmieniając ustawienia przeglądarki. Brak blokady oznacza zgodę się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Więcej informacji w naszej polityce prywatności.  Zamknij komunikat
logo_lrnp.jpg

Nie pozwolę więcej się krzywdzić

2014-02-11
 | Autor: Redaktor
Krystyna niechętnie wraca do wspomnień. – Próbuję stanąć na nogi i zapomnieć o najgorszych chwilach mojego życia, ale to nie takie proste – mówi 47-latka. Kobieta właśnie rozwodzi się z mężem, który maltretował ją przez kilkanaście lat, podjęła także leczenie uzależnienia od alkoholu. Dopiero gdy wyprowadziła się od męża, była w stanie rozpocząć leczenie.

– Może gdyby były dzieci, zdecydowałabym się wcześniej na rozwód i odwyk. O siebie nie chciało mi się walczyć – przyznaje Krystyna.

Przez lata alkohol był skuteczną wymówką dla wszystkich. Dla męża, który w ten sposób tłumaczył swoją agresję po tym, jak wytrzeźwiał. Dla Krystyny, która gardziła sobą i uważała, że jako alkoholiczka zasługuje właśnie na takie traktowanie. I dla lekarza, który przyjmował na oddział pobitą kobietę. – To była już końcówka naszego małżeństwa – mówi Krystyna. – W tamtym czasie w zasadzie byłam zdecydowana odejść. Piłam, żeby dodać sobie odwagi i spakować wreszcie walizkę. Leszek to chyba czuł i dlatego wtedy mnie tak pobił.

Reakcja lekarza

Krystyna zgłosiła się na SOR rankiem następnego dnia. Pamięta koszmarny ból głowy i wymioty. Lekarz stwierdził wstrząśnienie mózgu, kobieta musiała zostać w szpitalu. – Na pogotowiu poczułam się trochę lepiej. Przypomniałam sobie, co mówiła mi koleżanka, która kiedyś odeszła od męża. Radziła, żebym zgłaszała przypadki pobicia na policję, zbierała zaświadczenia od lekarzy, upomniała się o założenie „Niebieskiej Karty”. Wtedy po raz pierwszy nadarzyła się okazja, więc poprosiłam doktora o wypisanie takiego kwitu. Pomyślałam, że dokument pomoże mi później w sprawie rozwodowej – wspomina Krystyna.

Lekarz z pogotowia był zdziwiony prośbą pacjentki. Stwierdził, że nie jest w stanie stwierdzić, czy siniaki na ciele kobiety i wstrząśnienie mózgu to efekt pobicia przez męża. Dał do zrozumienia Krystynie, że po pijanemu sama mogła wdać się w bójkę, a sprawcą urazów niekoniecznie musiał być jej partner. – Byłam zbyt oszołomiona i rozkojarzona, żeby upomnieć się o swoje. Nie dostałam żadnego zaświadczenia. Ze szpitala wyszłam po kilku dniach – przyznaje kobieta. W Ośrodku Pomocy Społecznej, do którego udała się krótko po zdarzeniu, dowiedziała się, że lekarz – zgodnie z zapisami Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie – miał obowiązek wszcząć procedurę „Niebieskie Karty”.

Co mówi Ustawa?

– Procedurę prowadzi się bez względu na to, czy stwierdzono popełnienie przestępstwa przez sprawcę przemocy, czy nie – tłumaczy Grzegorz Wrona, prawnik, współautor książki Lekarzu, reaguj na przemoc! Przewodnik dla pracowników ochrony zdrowia. – Procedura „Niebieskie Karty” jest jednym z nielicznych przykładów regulacji prawnych, który pozwala podjąć działanie zapobiegawcze i interwencyjne bez konieczności sądowego ustalania, czy doszło do naruszenia prawa – dodaje prawnik.
 
Procedura „Niebieskie Karty”, którą zobowiązani są uruchomić m.in. przedstawiciele ochrony zdrowia, pozwala zapewnić opiekę i ochronę osobom doznającym przemocy bezpośrednio po uzyskaniu podejrzenia, że przemoc może występować. Jak wyjaśnia Grzegorz Wrona, zadaniem lekarza nie jest stwierdzenie, czy pacjent faktycznie doznał obrażeń w opisywanych przez siebie okolicznościach. Chodzi o ocenę, czy doznane obrażenia mogły powstać w sytuacji, o której opowiada pacjent.
 
Uzależnienie i przemoc

36-letnia Urszula mówi, że ma szczęście do lekarzy. – Zwłaszcza ostatnio, odkąd poznałam wspaniałą panią doktor, która jest naszym lekarzem rodzinnym– mówi kobieta. Urszula jest mężatką od 8 lat. Wspólnie z mężem Szymonem wychowuje dwóch synów. – Teraz mąż pracuje za granicą, próbujemy od nowa poukładać swoje sprawy, chociaż na odległość to trudne. Z drugiej strony obecnie jestem spokojniejsza, czuję się bezpieczniej także pod względem finansowym – nie ukrywa Urszula.

Szymon jest uzależniony od alkoholu i hazardu. Kiedy zdarzało mu się przegrać spore sumy, swoją złość wyładowywał na żonie. – Popychanie, przyduszanie, szarpanie za włosy… Po pijanemu mąż przestawał się kontrolować. A kiedy dodatkowo nie powodziło mu się w grze, lepiej było zejść mu z drogi – wspomina Urszula. – Z pojedynczymi siniakami czy zadrapaniami nie szłam do lekarza. Ale z nerwów dostałam wrzodów żołądka, więc chcąc nie chcąc, musiałam regularnie chodzić do przychodni, choćby po recepty.

Poczucie winy

Lekarka rodzinna Urszuli dziwiła się, skąd u młodej kobiety choroba wrzodowa. Stres w pracy jako przyczyna odpadał, bo kobieta nie pracowała zawodowo, tylko zajmowała się wychowywaniem dzieci. – Lekarka pytała o to, czy jadam regularnie, czy palę papierosy. Kurzyłam jak smok, a jadałam rzadko i mało, bo przez długi męża często nie było mnie stać na zakupy. Przede wszystkim musiałam dbać o dzieci – wspomina Urszula. – W końcu padło pytanie o „stresy w domu”. Akurat byłam strasznie rozżalona na męża, bo na ulicy zaczepił mnie sąsiad w sprawie długu, który zaciągnął u niego Szymon. Chyba czekałam na sytuację, kiedy będę mogła komuś się zwierzyć. Padło na panią doktor.

Jak wspomina Urszula, rozmowa trwała bardzo długo. Lekarka tłumaczyła, jak przemoc wpływa na zdrowie kobiety i całej rodziny. – Trochę mnie nastraszyła, mówiła o tym, jak muszą cierpieć nasze dzieci. A ja przecież starałam się chronić chłopców ze wszystkich sił. Lekarka wprost radziła mi, żebym się rozwiodła, że to jedyne dobre wyjście z sytuacji, bo mąż już się nie zmieni. Wyszłam z gabinetu ze strasznym poczuciem winy, że przez moje tchórzostwo i lęk przed opuszczeniem męża narażam dzieci. Z drugiej strony wydaje mi się, że pani doktor naprawdę chciała pomóc, jakoś mnie zmotywować do działania – mówi kobieta.

Nie można sugerować rozwodu

– Gdy dochodzi do przemocy w rodzinie pacjentki, nie pomogą następujące rady: „Musi Pani zaskarżyć partnera”, „Powinna Pani go opuścić”, „Rozwód jest jedynym skutecznym rozwiązaniem” – podkreśla dr Sylwia Kluczyńska, psycholog, współautorka książki Lekarzu, reaguj na przemoc! Przewodnik dla pracowników ochrony zdrowia. – Nie wolno sugerować rozwodu jako rozwiązania sytuacji. Rozwód – w przeciwieństwie do sprawy karnej – jest prywatną sprawą każdego człowieka, a przede wszystkim nie rozwiązuje problemu przemocy – mówi ekspertka.

Jak dodaje, lekarze, którzy dowiedzą się o przemocy, nie mogą wywoływać poczucia winy u krzywdzonej osoby. Powinni za to podkreślać, że żadne okoliczności nie usprawiedliwiają sprawcy przemocy. – Jakakolwiek próba zachęcania kobiety, by zastanowiła się nad rolą, jaką sama odgrywa w występowaniu lub utrzymywaniu się przemocy, jest krzywdząca – mówi dr Sylwia Kluczyńska. – Relacja z pacjentką powinna opierać się na empatii, akceptacji, szczerym i autentycznym reagowaniu, zapewnieniu bezpieczeństwa i możliwości odreagowania uczuć – dodaje.

Lekarz, który mi pomógł

Urszula nie zdecydowała się posłuchać rad pani doktor. Jak sama mówi, nie była gotowa na to, by rozstać się z mężem. Leczenie kontynuowała u innej lekarki, która z dokumentacji medycznej wiedziała o sytuacji rodzinnej pacjentki. – Pytania zadawała w bardzo delikatny, wyważony sposób. Słuchała, nie przerywała, chociaż pod gabinetem czekał tłum pacjentów. Ani razu nie wspomniała o tym, że powinnam się rozwieść. Zamiast tego zapytała po prostu, co według mnie mogłoby poprawić sytuację. Odpowiedziałam, że moim marzeniem jest, by mąż poszedł na leczenie – mówi Urszula. Lekarka dała kobiecie namiary na lokalny ośrodek, w którym prowadzona była terapia uzależnień oraz działała mała grupa wsparcia dla hazardzistów. Wypełniła także formularz „Niebieska Karta – A” i wytłumaczyła pacjentce, na czym polega procedura.

Jak wspomina Urszula, rozmowa z lekarką dodała jej sił i nadziei. Z pomocą siostry męża udało jej się przekonać mężczyznę, by rozpoczął leczenie. – Nie twierdzę, że od tego czasu wszystko jest idealnie. Wciąż się kłócimy, a Szymon już kilka razy przerywał terapię. Teraz, gdy wyjechał, trudniej mi to kontrolować, ale twierdzi, że w Londynie regularnie chodzi do polskiego klubu AA. Wierzę, że kiedy wróci, uda nam się spłacić długi i zaczniemy wszystko od nowa. Jeśli wróci przemoc, będę wiedziała, gdzie szukać pomocy. Nie dam się już krzywdzić.