Strona korzysta z plików cookies aby ułatwić korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych.
Możesz zablokować te pliki zmieniając ustawienia przeglądarki. Brak blokady oznacza zgodę się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Więcej informacji w naszej polityce prywatności.  Zamknij komunikat
logo_lrnp.jpg

Lepiej nie wiedzieć

2014-02-10
 | Autor: Redaktor
Była czwarta rano, gdy Agnieszka dotarła z małą Agatką do swojego ośrodka zdrowia, w którym akurat trwał dyżur. Na widok młodej kobiety z zasinioną opuchniętą powieką i przestraszoną dwulatką w wózku pielęgniarka załamała ręce. Obudziła lekarza i zajęła się dziewczynką, a ranna kobieta weszła do gabinetu.

– Powieka tak spuchła, że praktycznie nie widziałam na prawe oko. Ręce miałam obolałe od wykręcania, nie byłam w stanie nawet utrzymać małej. Lekarz mnie opatrzył, czyli zrobił swoje. A ja nie wiedziałam, co mam dalej zrobić ze sobą i z dzieckiem. Wiedziałam tylko, że na pewno nie wrócę do domu – wspomina Agnieszka.

Po wyjściu kobiety z gabinetu pielęgniarka czekała w dyżurce. Agatka zasnęła na jej rękach.

 – Zaczęłyśmy rozmawiać. Pożaliłam się na swoją sytuację, opowiedziałam o tym, jak traktuje mnie narzeczony. Pielęgniarka bardzo się przejęła – opowiada Agnieszka. Za godzinę siedziała już w aucie, który zawiózł ją i Agatkę do ośrodka dla osób doznających przemocy.– Okazało się, że pielęgniarka ma tam od czasu do czasu dyżury. Trudno mi opisać, jak byłam jej wdzięczna za to, że uratowała mnie przed powrotem do domu. Nie miałabym dokąd pójść – wyznaje młoda kobieta.

Historia Agnieszki jest wyjątkowa – osoby pomagające zawodowo ludziom z problemem przemocy w rodzinie, które poprosiliśmy o komentarz, praktycznie nie mają podobnych doświadczeń.

– W ciągu dwóch lat mojej pracy w Specjalistycznym Ośrodku Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie zdarzył się tylko jeden przypadek skierowania pacjenta przez lekarza do pracownika socjalnego w związku z występowaniem przemocy w domu– przyznaje Marek Hojczyk, psycholog, kierownik placówki w Rusocinie.

„Sama jest sobie winna”

Beata nie kryje się ze swoim problemem. Jest alkoholiczką od 17., może 18. roku życia.

 – Wychowywałam się w patologicznej rodzinie i sama później taką stworzyłam – mówi. Nie była jeszcze pełnoletnia, kiedy związała się z mężczyzną starszym o 12 lat. Imponował jej tym, że miał własne mieszkanie, był wolny i niezależny. – Miałam klapki na oczach. To był zwykły drań, kilka miesięcy wcześniej wyrzucił z domu konkubinę i dwójkę własnych dzieci. Nie interesowało mnie, skąd ma na wódkę, choć każdy by się domyślił, że to „lewe” pieniądze – opowiada Beata.

Beata zamieszkała z Pawłem, z ulgą opuściła rodzinny dom. Ale życie z nowym partnerem okazało się nie mniejszym koszmarem niż mieszkanie z rodzicami – alkoholikami.

– Aniołem nigdy nie byłam, ale to Paweł wprawił mnie do picia. Nie było dnia, żebyśmy byli całkiem trzeźwi. Kiedy udało mu się „zorganizować” – tak to nazywał – większe pieniądze, balowaliśmy na całego – nie ukrywa Beata.

Jeśli akurat brakowało pieniędzy, Paweł wpadał we wściekłość.

 – Po paru miesiącach byłam bita już regularnie, w zasadzie dzień w dzień. Parę razy lądowałam w szpitalu z połamanymi żebrami, obrzękiem mózgu. Nie liczyłam wybitych zębów. Na SOR i w szpitalu byłam traktowana jak śmieć. Zero współczucia, wszyscy patrzyli na mnie z obrzydzeniem. Prawdę mówiąc, trochę się temu nie dziwię. Praktycznie za każdym razem lądowałam w szpitalu pijana, awanturowałam się. „Sama sobie winna” – coś takiego chyba kiedyś usłyszałam.

Kiedy wiele miesięcy później Beata trafiła na odwyk, sprawą przemocy stosowanej przez jej konkubenta zajął się miejscowy MOPS.

– Pracownik pomocy społecznej powiedział mi, że chce zebrać dokumentację. Ale ja nie miałam niczego takiego. Karty wypisów ze szpitala dawno poginęły. Zaświadczeń lekarskich, o których mówił pracownik MOPS, nigdy nie otrzymałam – nawet wtedy, gdy byłam już w ciąży i chodziłam regularnie do swojego ginekologa. Musiał widzieć siniaki na twarzy i rękach– opowiada kobieta.

– Jestem głęboko przekonany, że lekarze wykrywaliby ogromną liczbę przypadków przemocy, gdyby traktowali wizytę lekarską jako okazję do obserwacji pacjenta w kierunku ewentualnego doznawania przemocy – podkreśla Marek Hojczyk. Jego zdaniem medycy powinni oceniać stan psychiczny pacjenta i delikatnie podpytywać, jeśli podejrzewają, że może doświadczać przemocy.– Powinni pytać, skąd siniak, skąd zadrapania, dlaczego pacjent jest zalękniony, płaczliwy, ma obniżony nastrój. Z takimi rzeczami ludzie przychodzą przecież do lekarza – dodaje psycholog.

Empatia i kompetencje

Specjaliści zaangażowani w system przeciwdziałania przemocy w rodzinie zwracają uwagę, że obojętność pracowników ochrony zdrowia wobec pacjentów z problemem przemocy idzie w parze z brakiem kompetencji. Lekarze nie stosują się do zapisów znowelizowanej Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, która nakłada na nich obowiązek bezpłatnego wydania zaświadczenia lekarskiego o przyczynach i rodzaju uszkodzeń ciała związanych z użyciem przemocy w rodzinie. Wystarczy wypełnić krótki formularz, którego wzór znajduje się w rozporządzeniu ministra zdrowia z dnia 22 października 2010 r. w sprawie wzoru zaświadczenia lekarskiego o przyczynach i rodzaju uszkodzeń ciała związanych z użyciem przemocy w rodzinie.

Lekarze często jednak mylą zwykłe badanie lekarskie i zaświadczenie z obdukcją. Ta druga jest wydawana tylko przez biegłego wpisanego na listę biegłych prowadzoną przez prezesa sądu okręgowego i jest odpłatna (wyjątek stanowi sytuacja, gdy na badanie kieruje sąd lub organ prowadzący postępowanie przygotowawcze). Obydwa dokumenty mogą stanowić dowód w sprawie.

– Pewna pani, która zamieszkała w naszym ośrodku, po pobiciu przez męża poszła do lekarza, by poprosić o zaświadczenie o uszkodzeniach ciała związanych z użyciem przemocy w rodzinie. Poradził jej, żeby poszła zrobić obdukcję do lekarza sądowego, i poinformował, że to kosztuje 200 zł… – wspomina Marek Hojczyk.

Obok obowiązku wydania bezpłatnego zaświadczenia ustawa przewiduje także udział przedstawicieli ochrony zdrowia w zespołach interdyscyplinarnych oraz w procedurze „Niebieskie Karty”. – Nie bez powodu – przekonuje Marek Hojczyk – przekonuje Marek Hojczyk, choć sam nie pamięta przypadku wypełnienia odpowiedniego formularza przez pracownika służby zdrowia.

W 2012 r. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło wyniki badań na temat realizacji zadań wynikających z Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. W ubiegłym roku do jednego zespołu interdyscyplinarnego z rąk przedstawicieli ochrony zdrowia trafiło średnio… 0,2 tzw. Formularza A. Służba zdrowia najrzadziej wszczyna procedurę „Niebieskie Karty”. Najlepiej w tym zakresie wypadają policjanci i pracownicy pomocy społecznej. Lepsze wyniki od lekarzy osiągają także pracownicy oświaty i członkowie gminnych komisji rozwiązywania problemów alkoholowych.

Lekarz powinien wzbudzać zaufanie

Rozmowa z Iwoną A. Wiśniewską, psychologiem, dyrektorem krakowskiego Ośrodka dla Osób Dotkniętych Przemocą
 
Jak z Pani perspektywy wygląda współpraca z lekarzami w ramach systemu przeciwdziałania przemocy w rodzinie?

Iwona A. Wiśniewska: Pracuję w Ośrodku dla Osób Dotkniętych Przemocą już 14 lat. Pamiętam zaledwie kilka telefonów ze szpitala od lekarza czy pielęgniarki– pytali, czy mogą skierować do nas pacjenta, który jest uwikłany w przemoc. Mówili na przykład, że muszą coś zrobić z kobietą, która doznaje przemocy, leży w szpitalu już dwa tygodnie i „trzeba coś z tym zrobić”.

Spotkałam się tylko z jednym przypadkiem wypełnienia formularza „Niebieskie Karty” przez lekarza, który skierował osobę uwikłaną w przemoc do naszej placówki. Mam poczucie, że w środowisku lekarskim wiele osób nie wie o obowiązku wypełniania formularza „Niebieskie Karty”, albo też nie chce o tym wiedzieć. Z doświadczeń, o których opowiadają nam osoby uwikłane w przemoc, wynika, że lekarze nie chcą mieszać się w nie swoje sprawy, gdyż „mają dość swoich obowiązków”, nie chcą „włóczyć się po sądach”. To relacja mieszkanki naszego ośrodka.

A jak z perspektywy Pani doświadczenia wygląda sprawa wystawiania zaświadczeń lekarskich o przyczynach i rodzaju uszkodzeń ciała związanych z użyciem przemocy w rodzinie?

Pamiętam młodą kobietę w ósmym miesiącu ciąży. Pobił ją mąż, miała na sobie widoczne ślady. Niestety nie została przyjęta do szpitala bez kolejki, a po kilku godzinach oczekiwania lekarz nie wydał jej zaświadczenia, nie mówiąc o wypełnieniu formularza „Niebieskie Karty”.

Lekarz ma obowiązek wypisać zaświadczenie o przyczynach i rodzaju uszkodzeń ciała związanych z użyciem przemocy w rodzinie – nie ma znaczenia, jakiej jest specjalności. Na pytanie, dlaczego nie wypisał, słyszy się odpowiedź, że albo ma dość swoich spraw, albo „i tak to nic nie da, bo ona do niego (męża) wróci”. Lekarze nie mają świadomości, że przemoc jest cykliczna. Pomoc osobie uwikłanej w przemoc to obowiązek każdego z nas.

Lekarzom brakuje świadomości czy empatii?

Myślę, że to kwestia niewiedzy i braku poczucia obowiązku. Z moich spotkań z przedstawicielami ochrony zdrowia wynika, że są bardzo przemęczeni i nie chcą mieć dodatkowych problemów. Z informacji od nich wynika, ze jest to grupa, w której najszybciej dochodzi do wypalenia zawodowego. Często – może nieświadomie albo z przemęczenia – nie zauważają symptomów przemocy. Bo pamiętajmy, ze przemoc to nie tylko ślady na ciele.

Podczas mojego pobytu w szpitalu na oddział przywieziono pewną pobitą kobietę. Została umieszczona na korytarzu i leżała tam przez kilka godzin. Po kilkudziesięciu minutach zapytałam w dyżurce pielęgniarek, dlaczego tą panią nikt się nie zajmuje. Odpowiedziano mi, że ta osoba jest tu nie pierwszy raz. Czyli jeśli nie jest w szpitalu po raz pierwszy, to oznacza, że zasłużyła sobie na bicie? Kolejny przypadek dotyczy mężczyzny doznającego przemocy. Mówił mi, że kiedy znalazł się w szpitalu w Tarnowie, został wyśmiany. Bo jak to – pobity mężczyzna? To nie mieści się w stereotypach.

Według Pani należy szkolić lekarzy na temat ich obowiązków wynikających z Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie?

W ramach współpracy z MOPS-em mieliśmy spotkania z lekarzami i pielęgniarkami w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II. Oprócz mnie obecni byli także pracownik MOPS i przewodniczący zespołu interdyscyplinarnego. Musimy edukować lekarzy i pielęgniarki pracujących w szpitalu. Edukacja to podstawa. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że takie spotkania bardzo wiele wnoszą. Lekarze i pielęgniarki wiedzą, jak można reagować na zjawisko przemocy, dokąd skierować, jak pomóc, a nie szkodzić. Po tych spotkaniach możemy zauważyć, że coraz więcej jest kierowanych, choćby na rozmowę, do naszej placówki czy do MOPS.

Można by pomyśleć o tym, aby na akademiach medycznych prowadzić blok zajęć z pomocy interwencyjnej, rozpoznawania zjawiska przemocy w rodzinie oraz realizacji procedury „Niebieskie Karty”.

Badania przeprowadzone w 2012 r. na zlecenie MPiPS ujawniły, że pracownicy służby zdrowia najrzadziej wszczynają procedurę „Niebieskie Karty”. Z kolei według badań PARPA przedstawiciele ochrony zdrowia stanowią tylko 5,7% członków grup roboczych.

Znam dane dotyczące realizacji procedury „NK” w Krakowie. Od stycznia do listopada 2012 r. lekarze wypełnili tylko pięć spośród 716 formularzy!

Wystarczy, żeby zaświadczenie lekarskie było po prostu dobrze napisane. Pewna kobieta doznająca przemocy ze strony męża dostała zaświadczenie o pobiciu od… dentysty. I to posłużyło jako materiał dowodowy w sądzie.

Tu chodzi o jeszcze jedną ważną sprawę – o pokazanie pacjentowi doznającemu przemocy, że nie jest sam. Lekarz i pielęgniarka z powinni wzbudzać zaufanie. Często wystarczy, że zadadzą pytanie, dadzą ulotkę lub numer telefonu do placówki, do której osoba poszkodowana może się zgłosić. Osoba uwikłana w przemoc powinna czuć wsparcie. Jeżeli go nie uzyska, jest duże prawdopodobieństwo, że nigdy nikomu nie powie o doznawanej przemocy.

Musimy wszyscy reagować i łamać stereotypy, że ofiarą przemocy są tylko kobiety. Może jej doznawać również mężczyzna. Problem przemocy dotyczy wielu osób, także środowiska medycznego. Znam kilka osób z tego środowiska, które są ofiarami lub sprawcami przemocy.

Wydaje się, że wrażliwi, empatyczni lekarze to szansa w szczególności dla osób starszych doznających przemocy. Seniorzy pojawiają się w gabinetach lekarskich bardzo często.

Przemoc wobec osób starszych jest wciąż mało rozpoznanym zjawiskiem, choć stanowi ogromny problem. Ile starszych kobiet, matek, ojców, przyzna się do tego, że syn albo synowa, córka znęca się nad nimi? Raczej tego nie zrobią.

Chciałabym też zauważyć, że przemocą jest również to, że dzieci nie odbierają ze szpitala rodziców po zakończonym leczeniu szpitalnym, albo oddają ich do szpitala na czas świąt i wakacji. Co zrobić z takim pacjentem, jak mu pomóc? Lekarz może uzyskać informację z naszego ośrodka albo od pracowników socjalnych z OPS. Pamiętajmy, ze nigdy nie jest za późno na zmianę. Dzięki każdemu z nas świat może wyglądać inaczej.